Bezpłatne e-booki po polsku

e-books.com.pl

Login:     
Hasło:  
rejestracja nowego czytelnika
przypomnienie hasła




Kiernica
Huryk, Jan

Kiernica
Autor: Huryk, Jan
Cena: 0.00
Wydawca: D.D.P.
Zaloguj się,
aby uzyskać dostęp do książki!
Pobierz czytnik Mobipocket do plików PRC

Kiernica Jana Huryka to barwny i napisany z humorem, a przy tym chwilami bardzo wzruszający, opis niełatwego życia w podolskiej wsi Kujdańce w burzliwych latach drugiej wojny światowej, zakończony w 1945 roku exodusem ludności polskiej na tzw. Ziemie odzyskane, na zachód.

W trakcie opisywanych wydarzeń autor jest kilkuletnim ale wiele już potrafiącym, samodzielnym dzieckiem. Umie zaprząc konia, zaorać pole i powozić wozem konnym w długiej i niebezpiecznej drodze do krewnych w innej wsi.

Posiada też dar obserwacji otoczenia i po kolei barwnie opisuje krewnych ze swojej licznej rodziny oraz kujdanieckich chłopów i Żydów w wielu ciekawych sytuacjach - widzimy kobiety śpiewające w trakcie wspólnego przędzenia, ojca autora zamawiającego u Żyda Jabrumka żelazo na obkucie wozu albo wyciskającego olej z ziaren konopi na wielkiej prasie napędzanej kieratem.

Dużo miejsca poświęca Huryk przetaczającym się przez Kujdańce różnym formacjom wojskowym: wojsku niemieckiemu, jeńcom sowieckim w niewoli niemieckiej, kozakom ukraińskim Andrieja Własowa w służbie niemieckiej, partyzantom generała Kowpaka i regularnym wojskom sowieckim wyposażonym w katiusze, przy pomocy których odbijają z rąk niemieckich Tarnopol.

W skład rodziny autora wchodziło wielu wujków i wujen z dziećmi, zamieszkujących w Kujdańcach i nieodległych innych wsiach Podola. Byli oni w większości katolikami i jako tacy uważani byli za Polaków, czyli Lachów. Natomiast rodzice ojca autora, Szymka, byli prawosławni i jako tacy uważani za Ukraińców.

Przynależność narodowa była w dużej mierze kwestią wyboru i do czasu pojawienia się band Ukraińskiej Powstańczej Armii, nie miała większego znaczenia dla życia w Kujdańcach.

Bandy te miały możliwość działania i popełniania swoich okrutnych zbrodni na terenach będących pod jurysdykcją najpierw niemiecką, a potem sowiecką, ponieważ były bardzo dobrze zorganizowane i działały głównie w nocy.

W 1945 roku presja spowodowana stałym zagrożeniem śmiercią zmusiła kujdanieckich Polaków, tak jak wielu innych polskich mieszkańców Podola do opuszczenia ojcowizny i udania się całymi rodzinami na Zachód.

Oparte na faktach historycznych wspomnienia Jana Huryka czyta się błyskawicznie, a śpiewne 'bałaczenie' bohaterów książki dodaje jej uroku. Niniejsze wydanie jest pierwszym w ogóle wydaniem książki.

Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś chętny do wydania jej również w postaci papierowej, dostępnej dla starszych czytelników.

Warszawa, 30 września 2011

Marek Szewczyk

1. ZAMIAST WSTĘPU

W Raciborowicach koło Bolesławca Śląskiego w gospodarstwie Karoliny i Szymona, na ławce przed domem siedział Jantoch, którego obstąpili chłopcy słuchając tego co opowiadał. Było pogodne lipcowe popołudnie 1949 roku. Jantoch dwa lata temu powrócił z rodziną z Sybiru. To co opowiadał było fascynujące. Słuchacze byli zadziwieni i paliła ich ciekawość. Józek z Zygmuntem siedzieli na płycie kiernicy1, a Janek z Władkiem na ławce obok stryjka Jantocha.

Zaczęło się od tego, że Janka zainteresowały sprawy, które pozornie wszyscy znali, ale jakoś tak piąte przez dziesiąte. Józek z Zygmuntem po pięcioletnim pobycie na Syberii też niewiele o Kujdańcach wiedzieli więc wypytywali. Wszystkich interesowały koligacje rodzinne.

Stryjenka Rozalia pochodziła z Robaków - to wiedzieli...
- Wasza babcia nazywała się Katarzyna. Pochodziła z Podgórskich. Wyszła za Jaśka Huryka. To wasz dziadek. Pomarli wcześniej. Was jeszcze na świecie nie było. Dziadka przezywali "Krawiec". Szył kożuchy - stąd to przezwisko. -Wyjaśniał Jantoch.

- To przecież był kuśnierz nie krawiec. - Wtrąca Janek.
- W Kujdańcach mówili na tego kto szył ubiory - krawiec.
Twój wujek Filko Kuryluk to był krawcem, a Jóśko Kuryluk szewcował trochu. Robił buty i takie przeróżne kamasze.

- Czy oni byli braćmi stryjny Karoliny? - Pyta Zygmunt.
- Nie to byli jej bracia stryjeczni. Braćmi Karolki byli: Kuba, Jendruch, Paweł i Władyk. Kuba ożeniony z Marynko mieli Teklunie. Ta wyszła za Stepana Robaka. Dalekiego krewnego Ruźgi. Jendruch ożenił się ze Stepko z Dackowskich. Mieli tylko syna Sławka. Oni pozostali tam w Kujdańcach... Pawło ożenił się z Jantoszko spod Skałata. A Władek był ożeniony z Gieńko. Z tego związku jest Tadzik.

- A ilu braci stryjek miał? - Pyta Władek.
- Najstarszym był Wasyl z pierwszego męża i Marynka z Hankom. To wasze ciotki, które w Ameryce siedzo. Prócz nas z Szymkiem był jeszcze Michał, który pomarł jak był malutki.

- To mamy ciotki w Ameryce! - Ucieszył się Zygmunt. - Może tak do nich napiszemy? To może co nam przyślą?

- E tam. Nic nie przyślą. - Odezwał się dotąd milczący Józek. - Bo one już raz przysłały.
- Co? Komu? Kiedy przysłały? - Zaciekawili się najmłodsi.
- Pieniądze przysłały. - Wyjaśnił Jantoch. - Przysłały dolary na kupno gospodarstwa. One chciały z tej Ameryki wrócić na swoje. Jak wyjeżdżały, to na nich trzeba było po dwie morgi pola na każdą sprzedać. Bo czymś trzeba było szyfe zapłacić i inne sprawy też drogo kosztowały. Siedzą w tej Ameryce i nic nie rozumieją, bo one czytać nie umieją. Myślą, że my tam tak sobi wszystko zostawili na pastwę losu i pojechali na poniemieckie, na te Ziemie Odzyskane. To one teraz nic nie pomogą. Pogniewały się i nie przyślą niczego.
- A co za ich dolary takiego było kupione? - Pyta Janek.
- A kupiliśmy to gospodarstwo po Kuzieńczuku. To koło "Kółka". Dołożyliśmy jeszcze trochę swoich pieniędzy. Było tego pełny worek. Musiałem się za dziada przebrać. Wziąłem ten worek na plecy i przygodnymi furmankami, za zdrowaśki, dowiozłem szczęśliwie do Tarnopola. - Co się dziwujesz? Trzeba się było jakoś przed złodziejami skryć. Żebraka nie obrabują.

- To stryjek pełny worek pieniędzy zapłacił za to gospodarstwo?
- Tak. Pełny worek. Dużo tego było.
- Teraz ciotki w Ameryce mają o to właśnie pretensje, że pracowały na darmo, że nic nie mamy i one też.
- Toż nie tylko nas przerzucili tutkaj. - Odezwała się z progu Karolina, która od dłuższej chwili przysłuchiwała się temu wywodowi. - Toż wszystkie Polaki z Kujdaniec wyjechali. Zostali co poniektóre, ale szcze i woni mogą tu wuciekać, bo Ukraińcy to jim pożyć długo nie dadzą.

- A skąd w Kujdańcach wzięli się Ukraińcy i Żydzi? - Pyta Władek.
Jantoch popykał cygarniczkę, która zgasła. Wytrząsnął niedopałek, schował ją do kieszeni i zaczął:

- Kujdańce to po naszemu, a po rusińsku - "Kidańci".
- Chyba po ukraińsku chciał stryjek powiedzieć? - Wtrącił Janek.
- Nie, ja dobrze mówię. Bo słowo "Ukraina" pojawiło się jakieś sto lat temu. A Kujdańce to Podole czy inaczej Ruś Czerwona, a dalej na wschód to Ruś Kijowska. Mieszkali tam Rusini, którzy teraz nazwali się Ukraińcami. Ta wieś była dawno, dawno temu całkiem zniszczona. Najazdy Tatarów, a później Kozackie wojny ją zniszczyły i spaliły, a ludzi rozproszyli albo w jasyr pognali.

Na te ogołocone ziemie rzucili się, po rusińsku "kienułyś", ludzie z Mazowsza i z gór karpackich. Mazurzy i górale zagospodarowywali żyzne ziemie Podola. Powstała wieś z ludzi "nakidanych" z różnych stron. Nazywali się "Kidańci". Nie wypadało mówić Polakom tak jak Rusini to mówili, że są z Kujdaniec i tak zostało. Kujdańce rozrosły się po latach w wielką wioskę. Domy budowano co raz to fajniejsze. Z krytych strzechą lepianek rozrosła się w murowane piękne kryte blachą domy i obejścia. Już przed wojną z Niemcami było w Kujdańcach chyba ze trzysta numerów. To była wielka wioska. Swoi budowali się przy swoich. Rodzina przy rodzinie i wioska rozrosła się jak czyrak. Napuchła w szwach. Tych wuliczek ścieżek i zakamarków naplątanych jak w tajdze wiatrołomów. Tak na kupie to w tych naszych Kujdańcach było naskładane.

- A jak było z tymi przezwiskami? - Pyta Józek, który dotąd siedział cicho.
- Ta jak wszędzie. Taj wo Pawłów Kuryluków było chyba z sześciu. To trzeba było si jakoś poprzezywać by dojść do ładu. - Odezwała się znowu Karolina. - Taż wo co poniektórzy to nawet sami nie znali jak si naprawdę nazywają. Dopiro w papirach repatriacyjnych wyczytali co to inaczej niż si wołali. - Dodała.

- Nasze nazwisko dawno temu to było Górek, bo z gór. Tu bliżej Słowacji. Z tamtych stron nasi pradziadowie przybyli. - Znów wyjaśnił Jantoch. Przez parę wieków wymawiane z rusińska zostało w papierach zapisane Huryk, no i takie mamy. Bo w Kujdańcach rozmawiało się dwojako. Po polsku i po rusińsku. Często było tak, że jak się swaryły2 to po rusińsku, a normalnie to gadali po polsku. No to w naszej mowie są słowa i takie i takie. Słowa rusińskie przeplatały się z polskimi. Wszyscy fajno się rozumieli i nikt tym nie przejmował się. Śpiewali pieśni i po polsku i po rusińsku, a jak chcecie to mówcie, że po ukraińsku. Sami toż samo robicie i do tego czasu was to nie dziwiło. Czerpiecie te mowę jak wodę z tej kiernicy, na której Józek siedzi i tak to jest i nie tylko to.



Bezpłatne e-booki w formacie PRC

Bezpłatne e-booki w płynnym formacie PRC, które można czytać na czytnikach Kindle.



  Właściciel serwisu: Dobopack Trading Sp. z o. o. KONTAKT